Hakerzy marketingu na Woodstock 2014 – wystąpienie

Piotr Golczyk

Łączę marketing z technologią, naukę z intuicją, a pracę z zabawą. Konsultuję rozwiązania. piotr @ golczyk com.

Artykuł napisany na podstawie wystąpienia na Woodstock 2014, w małym namiocie ASP.

Opowiem o tym czym staje się marketing, w przeddzień jakiej stoimy rewolucji i gdzie ona nas zaprowadzi. Będzie to artykuł pisany z perspektywy osoby, pracującej w dziale marketingu, która spędziła wiele lat pracując w agencjach reklamowych i od zawsze była związana z technologią.

Co jest kosztem?

Kiedyś Piter Drucker powiedział coś co nawet dla marketera jest nieco prowokujące ale gdy się zastanowić jest bardzo prawdziwe. Powiedział on, wiele lat temu, że w organizacji wszystko jest kosztem oprócz marketingu. Pozornie wydaje się to być niezrozumiałe, bo przecież marketing to jednak przede wszystkim duże koszty – trzeba kupić drogie nośniki, wyprodukować drogie kampanie reklamowe, zapłacić pensje marketingowcom, zapłacić agencji reklamowej i ponieść wiele innych kosztów. To jest przecież czysty koszt.

A jednak tak nie jest. Wystarczy odwrócić myślenie, żeby to zobaczyć. Wyobraźmy sobie sytuacje, w której ktoś z Was napisał urzekającą książkę, dzieło które poruszy całe pokolenie, albo zakodował nieprawdopodobną aplikację na smartphone, albo namalował obraz który zmieni pojęcie sztuki. Niestety książka ląduje na dnie szuflady, aplikacja w ostatnim katalogu, obraz na strychu. Nic się nie dzieje. Ponieśliśmy tylko koszt – zysku brak. Zabrakło marketingu. Idźmy jednak dalej załóżmy, że nie napisaliśmy książki, nie stworzyliśmy aplikacji na smartphone, nie namalowaliśmy obrazu ale zrobiliśmy każdemu z tych rzeczy kampanię reklamową, dobrze skrojone działania marketingowe. Opisaliśmy książkę jako głęboko poruszające dzieło sztuki, aplikację jako przełom w rozrywce mobilnej, obraz jako zmianę percepcji całego pokolenia. W efekcie mamy przed drzwiami naszego biura ludzi, którzy chcą kupić obraz, aplikacje, książkę – których nie ma. Trzeba je dopiero stworzyć, wydać pieniądze – ponieść koszt.

Jak widać, w tym czysto teoretycznym przykładzie, że marketing nie jest kosztem, marketing jest jedynym źródłem zysku – wszystko co nie jest marketingiem jest za to kosztem.

Skoro tak jest to dlaczego chyba we wszystkich organizacjach marketing jest po stronie kosztów, a nie po stronie zysków. Dlaczego po stronie zysków są ludzie którzy piszą, budują, programują? Dlaczego po stronie zysków jest sprzedawca? To bardzo proste. Ponieważ można znaleźć bardzo jasny, zrozumiały link między akcją a reakcją. Między produkcją a zyskiem, między pierwszy kontaktem sprzedawcy z kupującym, a podpisanym konkratkem. To oni są w stanie łatwo udowodnić, że zarobili. Wydaje się to być całkiem logiczne, przecież bez produktu nie byłoby sprzedaży, a bez sprzedawcy nie byłoby kupującego.

Gdzie jest tutaj marketing?

No cóż, marketing działa – wszyscy o tym wiemy dlatego w niego inwestujemy (uwaga – inwestujemy!). Szef marketingu potrafi pokazać różne badania na przykład rosnącą lojalność do produktu, albo świadomość marki albo percepcję marki i wiele innych rzeczy, które świadczą o tym, że marketing działa ale niestety nie jesteśmy w stanie powiedzieć czy nie jest czasami tak, że mogłoby to wszystko kosztować 10x mniej i my dopłacamy 90%, zamiast osiągać ten sam poziom efektywności za 10% inwestycji.

Marketing który przepala pieniądze

Każdy kto ma związek z marketingiem wie, że istnieje stare powiedzenie, że połowa pieniędzy wydanych na reklamę i marketing to pieniądze wyrzucone w błoto, problem polega tyko na tym, że nie wiemy która to połowa. Powiedział to pionier marketingu John Wanamaker w 1900 roku – i do dnia dzisiejszego to hasło jest powtarzane. Skoro branża sama o sobie mówi, że wyrzuca połowę pieniędzy, a połowę zużywa, to śmiało można zaktualizować to stwierdzenie i powiedzieć – że zgodnie z zasada Pareto – najprawdopodobniej 20% wydatków przynosi 80% zysków, a więc tak naprawdę w branży marketingowo reklamowej nie wyrzuca się połowy ale 80% pieniędzy. Skoro tak, to faktycznie – marketing jest prawie na pewno kosztem. Nie jest obce branży posługiwanie się stwierdzeniem „przepalanie budżetu” czyli wyrzucanie resztek budżetu na niepotrzebne rzeczy, tylko po to żeby w przyszłym roku nie otrzymać go mniej.

A jednak to marketing zarabia pieniądze

Pomimo tego wszystkiego naukowe myślenie świadczy o tym, że jednak to marketing jest jedynym źródłem zysków, a cała pozostała działalność organizacji jest kosztem. Gdzieś więc tkwi tutaj problem, który należy zidentyfikować, a potem rozwiązać.

Rozwiązanie jest jedno: udowodnić, że dany klient kupił w firmie tylko dlatego, że marketing wykonał swoją pracę. Żeby tak się stało, trzeba pokazać to samo co sprzedawca pokazuje gdy udowadnia, że ta i ta osoba to jego klient i należy mu się premia za jego pozyskanie. Trzeba pokazać historię wszystkich kontaktów danej osoby z firmą, każdą interakcję, każdy ruch, aż do przekazania go do sprzedaży lub po prostu do momentu, aż ktoś podpisze kontrakt. A nawet dalej – bo w końcu marketing to także rozszerzanie biznesu – a więc prowokowanie do dalszych zakupów.

To o czym mówimy powyżej jest możliwe. Co ciekawe jest to możliwe, pomimo tego, że jesteśmy w erze „multiplikacji”. To co było jeszcze kilka lat temu proste, na przykład lejek sprzedażowy wyglądał jak prawdziwy lejek, a teraz wygląda jak sieć kanalizacyjna dużego miasta. Wszystko się komplikuje, komplikuje się przez to, że dramatycznie rośnie – multiplikuje się – liczba sposobów w jakie klient może wejść w interakcję z firmą.

Kiedyś sprowadzało się to do prostego schematu: ATL + BTL czyli bilboard, tv, radio, gazeta, pos – koniec. Potem doszły nośniki do internetu, dzisiaj wygląda to już nieco bardziej skomplikowanie. Setki serwisów społecznościowych, kilka urządzeń którymi posługuje się dana osoba: smartphone, tablet, laptop w pracy, stacjonarny w domu, drugi tablet w domu i do tego jeszcze inny smartphone żony, a może i nawet dziecka jak się wyładuje żony, do tego dochodzą interakcje w e-kioskach, opinie na forach, ekrany w taksówkach, tablice reklamowe, itd, itd itd. Wydaje się, że poziom komplikacji osiągnał szczyt, ale tak naprawdę dopiero się rozpędza – prawdziwa rewolucja dopiero nadejdzie: będzie to internet rzeczy, o którym opowie potem.

Technologie komplikuje i upraszcza jednocześnie

Z jednej strony mamy super skomplikowany świat technologii, ale z drugiej strony ta sama technologia może nam pomóc w identyfikacji określonego użytkownika oraz w jego lepszym poznaniu. Ludzie noszą przy sobie urządzenia, które mówią  o nich coraz więcej. Paradoksalnie więc, mimo skomplikowania całego procesu, teoretycznie jesteśmy w stanie wiedzieć więcej.

Nowi ludzie w marketingu

Jednak żeby skorzystać z tych możliwości trzeba nowego typu marketerów. Klasyczny marketer, których w branży jest jeszcze bardzo wielu, nie do końca komfortowo czuje się korzystając z nowych technologii. Jest także grupa marketerów – nieco mniejsza – która doskonale radzi sobie z używaniem istniejącej technologii. To zazwyczaj młodsi ludzie z pokolenia Y, które urodziło się w czasach gdy Internet nie był niczym niezwykłym. Oni potrafią z niego korzystać.

Podkreślam jednak słowo korzystać. Korzystać tak jak potrafimy korzystać z telewizora, telefonu i komputera. Potrafimy go włączyć, wyłączyć, co bardziej zaawansowani potrafią go ustawić, nawet w dopuszczonym przez producenta zakresie, przeprogramować czyli de facto wykorzystać coś co można nazwać ustawieniami zaawansowanymi.

Do tego jednak nie trzeba wiedzieć jak działa telewizor, jak to się dzieje, że obraz widać na ekranie i dzwięk wychodzi z głośników. Tak samo z komputerami – większość z nich to sprzęty, z których potrafią korzystać małe dzieci. Ekrany dotykowe sprowadziły korzystanie z nowoczesnej technologii do poziomu dosłownie „dziecięcego”, to samo dzieje się z telefonami – wszystko jest proste, łatwe tak dla dzieci, jak i najstarszego pokolenia. Do korzystania z tych sprzętów nie musimy wiedzieć, że w środku jest procesor, pamięć RAM i ROM i układy i czuniki, które umożliwiają wiele operacji.

Cechy technologii wschodzących

Jednak nie więcej niż 50 lat temu sytuacja wygląda zdecydowanie inaczej. Wejście w jakąkolwiek interakcję z komputerem wymagało ukończenia dobrych studiów inżynieryjnych – w przeciwnym razie groziło to uszkodzeniem komputera, może nawet porażeniem operatora.

Komunikowanie się z komputerem odbywało się za pomocą taśm perforowanych – czyli żeby komputer dodał 2+2 należało wziąć taśmę papierową lub plastikowe karty i odpowiednio je przedziurkować. Tak, zamiast naciskania klawiszy robiło się dziurki w taśmie papierowej. Co ciekawe, miałem nie więcej niż 15 lat, jak moja mama przyniosła cały długi zwitek takiego papieru, który wtedy już wykorzystywano jako serpentyny na zabawie sylwestrowej, ale de facto pochodził on z komputera, który mieścił się w zakładzie pracy!

To nie było tak dawno temu, bo zaledwie 20 lat. Więc 20 lat temu działały takie komputery i trzeba było mieć sporo uprawnień i doświadczenia, żeby kogokolwiek do takiej maszyny dopuszczono. Nie łatwiej było z telefonami czy telewizorami – które wymagały precyzyjnej regulacji i źle obsługiwane odmawiały posłuszeństwa.

Dlaczego o tym mówię? Ponieważ dzisiejsza najnowocześniejsza technologia, która powstaje dla marketingu, jest w zasadzie na tym samym poziomie rozwoju co komputery sprzed 50 lat. Żeby jej używać, trzeba wiedzieć jak to działa – trzeba umieć zaprogramować określone działania, rozumieć jak funkcjonuje rozpoznawanie po IP, jak działa API, czy to jest SaaS czy może software który należy zainstalować, skonfigurować u siebie, na bazie jakiego systemu działa dany software, czy technologie wykorzystane w tym oprogramowaniu są przyszłościowe czy jego rozbudowa za 5 lat będzie niemożliwa, jakie możliwości ma ten software i czy da się go skutecznie połączyć z innym oprogramowaniem czy też nie.

Software dla marketingu

Krajobraz rozwiązań dla marketingu jest nieprawdopodobnie bogaty. Rok w rok powstają dziesiątki nowych firm, startupów, usług, produktów, które na swój sposób patrzą na problemy stosjące przed marketingowcami. Każda usługa, każdy produkt działa nieco inaczej i wymaga innego podejścia. Na dzień dzisiejszy różnych rozdajów usług, produktów i firm które oferują usługi dla marketingu w dziedzinie najnowocześniejszej technologii jest ponad 1200, a ta liczba wciąż rośnie ponieważ rynek na tego typu rozwiązania znajduje się w fazie super intensywnego wzrostu. Każdy kto ma pomysł i pieniądze na start próbuje odciąć trochę z tego wielkiego tortu dla siebie.

Samo obserwowanie tego co się dzieje na rynku to zajęcie na cały etat, a przecież celem jest wybranie odpowiednich dostawców i stworzenie jak najszybciej kompleksowego systemu informatycznego, po trosze skleconego z wielu różnych rozwiązań wielu różnych dostawców, ponieważ rozwiązań typu enterprise, które wyczerpują wszystkie potrzeby praktycznie nie ma, a jeżeli takowe się pojawiają to są w stadium ‚wczesnej integracji’ – co także wymaga dużego doświadczenia zarówno na etapie wyboru, oceny, konfiguracji, używania, itd.

Do tego by podjąć się tego typu działań, konieczna jest wiedza techniczna, wyobraźnia oraz wiedza o marketingu. Innymi słowy ktoś kto jest hackerem marketingu albo przynajmniej inżynierem marketingu.

Kim jest hacker?

W popularnych mediach hakerami określa się ludzi włamujących się do systemów komputerowych, łamiących zabezpieczenia, ludzi związanych bezpośrednio lub pośrednio ze światem przestępczym lub donkiszotów informatyki, walczącymi z przejawami zorganizowanego zła.

Tymczasem hacker to osoba o ponadprzeciętnych umiejętnościach informatycznych lub elektronicznych, potrafiąca zaleźć rozwiązanie tam gdzie inni widzą ścianę – granicę nie do przejścia. To człowiek, który nie tylko wie jak używać ale przede wszystkim wie jak dana rzecz działa, wie to tak dobrze, że jest w stanie ją zhakować czyli wycisnąć z niej znacznie więcej niż przewidział sam producent – chociażby ze względu na połączenie jednego systemu z drugim i wykorzystanie efektu synergii.

Czy można spokojnie usiąść i czekać aż technologia dojrzeje?

Powstaje oczywiście pytanie „o co tyle hałasu” czy naprawdę nie można pracować tak jak się pracowało dotychczas i po prostu czekać, aż się to wszystko ustabilizuje? Otóż nie można. Nie można ponieważ inne organizacje, które nie będą czekać, ale będą aktywnie asymilować, wdrażać, uczyć się i udoskonalać technologie marketingową wywalczą sobie przewagę rynkową i nie zawahają się zjeść tego kawałka tortu, który należy do technologicznych maruderów.

Technologia to sposób na większą efektywność, mniejsze inwestycje, celniejsze działania, bardziej adekwatne kampanie,  a finalnie na to, żeby policzyć ROMI tak jak ono być powinno liczone: przez określenie tego ile pieniędzy dla organizacji w tym roku finansowym wniósł marketing i ile mógłby wnieść gdyby powiększyć budżet na przykład dwukrotnie.

W hiperkonkurencyjnym środowisku wygra ten, kto będzie hiperaktywny w dążeniu do optymalizacji i zwiększania efektów swoich działań.

Odpowiedź na pytanie czy można czekać brzmi jednoznacznie: nie.

Żeby organizacja mogła skutecznie wejść na drogę wykorzystania nowoczesnych technologii w marketingu, musi posiadać kogoś kto tę technologię rozumie i rozumie marketing. Innymi słowy będzie miał równie sprawną półkulę lewą co i prawą – logiczną i emocjonalną. Takich osób w marketingu jest bardzo niewiele. Większość osób pracujących w marketingu to prawopółkulowcy – ludzie myślący przede wszystkim kategoriami emocji, wrażeń, uczuć, przeżyć, a doperio potem faktów, danych, logicznych powiązań i przyczyn przyczynowo skutkowych – czyli lewą półkulą.

Prawa półkula czyli kreatywność

Nie bez powodu w marketingu jest masa „prawo-półkulowców”. Umiejętność myślenia prawą półkulą jest niezwykle istotna, ponieważ umożliwia tworzenie przejmujących, angażujących i budujących markę komunikatów reklamowych i działań PR. Cały obszar kreatywności, który tak naprawdę dzięki technologii wzniesie się na wyższy poziom, bo pojawią się zupełnie nowe możliwości do wykorzystania jak chociażby interakcje między nośnikami – zostaje nietknięty.

Kreatywne, ale czy skuteczne?

Należy tutaj jednak wspomnieć, że kreatywne komunikaty, kreatywne reklamy i działania PR także podlegają naukowej kontroli. Dzieje się to bardzo powoli, branża reklamowa  naturalnie stawia opór przed „naukowym ocenianiem ich twórczości” ale badania naukowe dowodzą, że wcześniej czy później o tym która z trzech kreacji zostanie wykorzystana w kampanii, zdecyduje nauka i technologia.

Na dzisiejszy dzień marketingowiec może wziąć trzy wersje kreacji, zwołać grupę focusową i zrobić badania – pytajac grupy focusowej – dobranej oczywiście według najlepszych praktyk co sądzi o danej kreacji. Następnie może iść i wykonać następne badania – pogłębione – w ramach których odbędzie się głębsza rozmowa na temat danej kreacji i tego jakie budzi ona emocje w badanym. Na sam koniec marketer może iść do kolegów z branży i zapytać o ich zdanie. Po tych trzech operacjach, może z czystym sumieniem stwierdzić – zrobiłem wszystko co mogłem, żeby kreacja miała odpowiednią wartość. Tymczasem nauka dostarcza fantastyczny przykład na to, że takie badania mogą być bardzo mylące.

Otóż University of California, Los Angeles przeprowadziłą podobne badania  nad trzema filmami i zarówno specjaliści z branży jak i grupy focusowe minęły się z prawdą – to co zostało przez nich wybrane okazało się podczas badań neuromarketingowych nieprawdą. Przedstawiciele branży i badani posortowali kreacje dokładnie odwrotnie niż zrobili to naukowcy badając bezpośrednie reakcje organizmu.

Jesteśmy istotami społecznymi, fasada, kłamstwo i trzymanie fasonu jest kluczową umiejętnością, która trzyma ludzi razem. Większość tych kłamst jest zupełnie nieświadoma ale przy badaniach neuromarketingowych, gdzie w procesie rezonansu magnetycznego, można zobaczyć które rejony mózgu zostają pobudzone – nie ma wątplwości co do tego, jakie zestawy emocji zostały uruchomione. Tak więć i na tym poziomie – poziomie oceny czy dana kreacja jest dobra czy zła – naukowe podejście i najnowocześniejsza technologia zaczyna wygrywać.

Jako ciekawostkę dodam, że badania nauromarketingowe zostały wykorzystane w ostatnim filmie James Bond i przeprowadził je nasz rodzimy badacz Rafał Ohme.

Kreacja tworzona przez komputery?

Wciąż same kreatywne pomysły zostają w obszarze, który technologia nie jest w stanie na razie człowiekowi zabrać, należy jednak pamiętać, że tak samo mówiono kilkadziesiąt lat temu o szansach wygrania komputera z człowiekiem w szachy – co jednak miało miejsce maju 1997 roku kiedy Deeper Blue firmy IBM (nie jak powszechnie się uważa Deep Blue) wygrał pojedynek z Gary Kasparowem.

Jednak biorąc pod uwagę, że w dyscyplinie w której wymagana jest duża wiedza, umiejętność operowania językiem, abstrakcyjne myślenie czyli brytyjskim Jeopardy, a polskim odpowiedniku Va banque niedawno z najlepszymi graczami wygrał komputer IBM o nazwie Watson. Stąd wciąż jest daleko do tego, by komputery tworzyły porywające kreacje ale należy pamiętać, że ten moment może nadejść szybciej niż nam się wydaje.

W roku 1999 przeprowadzono dogłębną analizę reklam kreatywnych – takich które wygrywały najbardziej prestiżowe konkursy w tym ten najważniejszy czyli w Cannes. Okazało się po analizie, że istnieje schemat kreatywności, który nie tylke może gwarantuje że kreacja zwycięży – ale znacząco zwiększa szanse. Polecam to badanie o tytule „Fundamental Templates of Quality Ads” – pisałem o nim tutaj.

To badanie daje ono pogląd na to, że nauka zagląda bezwstydnie tam gdzie „branżowa świętość” zaglądać nie pozwala.

Chief Digital Officer, Chief Marketing Technologists i złoty okres marketingu

Aktualnie temat hakerów marketingu, a tak naprawdę Chief Digital Officer czy też Chief Marketing Technologists, jest na świecie niezwykle gorący. Organizacje poszukują takich ludzi, najbardziej znane firmy jak na przykład SapienNitro tworzą specjalny program MBA dla osób, które mogą objąć takie stanowiska. To jak gorący jest to temat, pokazuje chociażby fakt, że pierwsza konferencja na ten temat MarTech w Bostonie, zebrałą kilkuset osobową obsadę i prawdziwe gwiazdy marketingu i technologii. Jak sam twórca tej konferencji Scott Brinker twierdzi, inżynierowie marektingu są jak jednorożce – wszyscy o nich słyszeli, mało kto ich widział ale każdy chce ich spotkać.

Mówi się także o złotym okresie marketingu. Nie bez powodu. Marketing jest pełen hypów, nowych pojęć, mód, trendów które w większości tak szybko przychodzą jak i odchodzą. Technologia nie jest trendem, nie jest modą. Weszła z rozpędem do marketingu jak i do każdej innej dziedziny życia i wszyscy od największych po mniejszych zaczęli bardzo poważnie inwestować w te technologie oczekując wyników – wyników które już są dostrzegalne.

Przykłady wykorzystania najnowocześniejszej technologii w marketingu

Najbardziej popularny jest obszar zwany marketing automation. Sprowadza się on do tego, że po zachowaniu użytkowników na stronie i ich cechach demograficznych, jesteśmy w stanie przewidzieć czy dana osoba zachowuje się tak jak potencjalny klient. Innymi słowy dajemy mu punkty za akcje na stronie www, jak odwiedzenie danych podstron czy wypełnienie formularza, które naszym zdaniem pasują do osób, które kupią u nas produkt. Takim osobom można wysyłać dedykowane mailingi, smsy – które są ułożone, zaprogramowane, w całe kampanie.

Ustalenie tego ile dany użytkownik otrzymuje punktów za co, należy do marketera – ten jednak robi to na zasadzie własnego wyczucia. Wyczucia jak wiadomo jest mylne i dalekie od podejścia naukowego. Dlatego są dodatkowe usługi, związane z big-data, czyli następnym gorącym tematem obiegającym świat technologii. Technologia big-data pozwala przetwarzać ogromne ilości różnych danych, o różnych formatach i wyciągać z tego wnioski w postaci tworzenia wzorców.

Te systemy nazywają się Predictive Lead Scoring czyli dotyczą analityki predyktywnej, której rolą jest przewidywanie. Działą to w generalnie prosty sposób. Jeżeli dana osoba wchodzi na stronę www, to system rozpoznaje jego IP i jest w stanie stwierdzić z jakiej firmy wchodzi dana osoba. System na bieżąco zbiera dane o tej firmie z Internetu i wszystkich innych ogólnie dostępnych i płatnych źródeł.W takim systemie każda firma jest opisana przez setki albo tysiące cech, począwszy od ilości biur, ilości pracowników obrotów, wzrostów lub spadków na giełdzie, sentymentu, etc. Następnie system porównuje te wszystkie dane o wszystkich firmach z firmami, które podpisały umowę z naszą firmą i szuka cech, które są wspólne. Kiedy wchodzi firma X, która pasuje do wzorca to system nadaje mu znacznie więcej punktów niż zrobiłby to system naturalnie.

Wszystko to co powyżej Stanisław Lem nazwałby pewnie cybernetyką – dożyliśmy więc czasu, że najefektywniejszym zastosowaniem cybernetyki jest wykorzystanie go w marketingu. Dla wszystkich wielbicieli Stanisława Lema i science-fiction – to dobra wiadomość.

Systemy Marketing Automation można połączyć także z systemami Real Time Personalisation – co jest w mojej ocenie absolutnie przyszłością serwisów www. Generalne założenie kryjące się za RTP czyli personalizacją czasu rzeczywistego nazywanego inaczej Account Marketingiem, polega na tym, że strona www dla każdego użytkownika wygląda inaczej – dokładnie tak, by dostarczyć tych danych, które interesują danego użytkownika.

Do tego systemu można podłączyć następny, który bazuje na wzorcach zachowań użytkowników, czyli po pierwszych kilku kliknięciach system rozpoznaje jakie kliknięcia najpewniej będą następne i będzie mógł podpowiedzieć użytkownikowi dalsze kroki – ten system tylko pozornie jest prosty, ale w rzeczywistości kryje się za nim potężna dawka nauki i zaawansowanej technologii. Żeby dobrze wykonać samo-uczący się system, przewidujący wzorce zachowań, samo segmentujący użytkowników na stronie www należy sięgnąć go działu uczenia maszynowego oraz szukania wzorców. I jeden dział i drugi to ogromne wyzwanie dla systemu informatycznego jak również kwestii czysto naukowych – jako że szukanie patternów jest sporym wyzwaniem. Rzecz wydaje się oczywista jak system CMS wcale taka nie jest – jest blisko 1000 samych systemów CMS i każdy nich może spełniać lub nie spełniać oczekiwań dla dużego biznesu.

Trzeba wybierać takie, które są rozwojowe i wiedza czysto techniczna – pomijam znajomość możliwości takich systemów – jest kluczowa. Do strony www dochodzą systemy zarządzania tagami JS, co pozornie wydaje się być zbytkiem ale tak naprawdę gwarantuje znacznie większe bezpieczeństwo, niezawodność, szybkość i kontrolę danych osobowych.

Rzeczy, które można podpinać do serwisów www jest niezliczona ilość jak chociażby wspomnieć systemy CDN, czy po prostu odpowiednie kodowanie samego serwisu. Wcale nie jest oczywiste, że nawet najlepszy dostawca, jeżeli nie napiszemy super dokładnej dokumentacji, zrobi swoją pracę w sposób idealny. Z moich doświadczeń jest dokładnie odwrotnie. Stworzenie serwisu www wymaga stworzenia bardzo precyzyjnej dokumentacji, a potem konieczna jest umiejętność jej egzekucji – a więc znajomość i świadomość tego, co się dzieje w kodzie, jak testuje się serwis www itd.

Technologia usprawniająca zarządzanie w marketingu

Poruszyliśmy tylko kilka z kilkuset rozwiązań, które są dostępne na rynku – które w jakikolwiek sposób usprawniają, automatyzują marketing. A przecież samym działem marketingu także trzeba zarządzać, a to sprowadza się do co najmniej dwóch systemów: do zarządzania pracą – zapewne agile, o którym z pewnym dystansem pisałem tutaj – jak również do zarządzania materiałami elektronicznymi w marketingu czy nawet całej organizacji. Każdy z tych tematów wymaga dogłębnej znajomości systemów informatycznych oraz marketingu samego w sobie.

Przykłady wdrożeń najnowocześniejszej technologii

Walmart zwiększył konwersję o blisko 15% w momencie zainstalowania wyszukiwania semantycznego własnej produkcji o nazwie Polaris. System analizuje teksty, uczy się cały czas, by skuteczniej podpowiadać najlepsze produkty.

Amazon wykorzystuje big-data bardzo szeroko nie tylko w kategorii proponowania konkretnych produktów ale także rozwiązywania problemów swoich klientów. Całość skutecznie buduje zaufanie do marki i zwiększa efektywność sprzedaży.

Netflix – o którym pisałem tutaj – słynie ze skutecznego przewidywania tego co spodoba się klientom. Predykcje tworzone są na podstawie wzorców zachowań klienckich. Wszystko to dzieje się w czasie rzeczywistym i jest jednym z filarów sukcesu rynkowego tej firmy – innymi słowy każdy z 33 milionów użytkowników systemu otrzymuje to co lubi. Więcej, film House of Cards, który zapewne wielu z Was ogląda powstał nie tylko w głowie scenarzysty ale został po części zaprojektowany. Z analizy wyszło po prostu, że połączenie trzech elementów czyli David Fincher + Kevin Spacey + popularność mini serialu Dom z Kart w GB,  zagwarantuje popularność.

Rewolucja w marketingu i nie tylko czyli Internet Rzeczy

Wszystko to o czym mówię to hiper-dynamiczna rzeczywistość, która kipi od zmian ale prawdziwe trzęsienie ziemi dla nas wszystkich – prawdziwa rewolucja w naszym życiu, a przede wszystkim życiu marketerów dopiero się zbliża. Chodzi o Internet Rzeczy czyli Internet of things.

Technologia w niedługim czasie doprowadzi do sytuacji, w której karton mleka jest „samoświadomy” czyli jest w stanie zakomunikować nie tylko kiedy mija jego ważność, ile razy został wyjęty z lodówki czy ile razy został odkręcony, a następnie przekaże te informacje do lodówki. Lodówka zgromadzi te dane i uzupełni o informacje ile razy została otworzona, przez kogo, o której godzinie i co z niej zostało lub też nie zostało wyciągnięte. Na koniec zaś prześle je do sklepu i producenta.

Konieczne będzie uruchomienie zaawansowanych rozwiązań technologicznych, w tym big-data, które pozwolą zaproponować konkretnemu klientowi produkty, których być może szukał kilka razy bezwiednie otwierając lodówkę, ale ich nie znalazł.

To tylko najbardziej popularna wizja, która staje się – również dzięki jednemu z polskich startupów – coraz bardziej realna, ponieważ problem zasilania BT poprzez wykorzystanie  został praktycznie rozwiązany.

Taka rzeczywistość nieprawdopodobnie skomplikuje ale jednocześnie usprawni pracę marketera.

Twarde dane o Internecie Rzeczy

Według danych CISCO aktualnie podpina się do internetu około 80 nowych “rzeczy” na sekundę, a w 2020 wzrośnie ona do 250 nowych elementów na sekundę. Oznacza to że o ile w 2020, 2,7% z wszystkich “rzeczy” na całej Ziemi będzie podpięta do internetu! Daje to blisko 50 miliardach “rzeczy”, co zmusza do zmiany chociażby aktualny standard IP, który może zaadresować niewiele ponad 4,3 miliarda rzeczy.

Z tym także będzie się musiał zmierzyć marketer, a raczej haker marketingu.

Podsumowanie

Zmiana jest nowym stanem normalnym. Nie istnieją już rzeczy proste, a skomplikowane powoli odchodzą w zapomnienie. Wchodzimy w czasy rzeczy kompleksowych. Różnica jest taka jak między skomplikowaniem roweru, samochodu a kompleksowością ekosystemu Kotliny Konga.

Kto lubi zmiany, wie jak działa technologia i lubi marketing to stoi przed nim zupełnie nowa szansa – szansa na to by jego praca miała realny wpływ na rzeczywistość w której żyjemy. Wszystkim marketingowym rewolucjonistom, szukającym w pracy przygody polecam przemyślenie tego tematu.

Dodatki

Zapowiedź wykładów na oficjalnej stronie Woodstock oraz informacja o wykładzie w Pulsie Biznesu.