Dlaczego roztargnieni bywają świetnie zorganizowani?

Piotr Golczyk

Łączę marketing z technologią, naukę z intuicją, a pracę z zabawą. Konsultuję rozwiązania. piotr @ golczyk com.

Jeżeli jesteś roztargniony albo roztargnienia nie znosisz, to jest to tekst dla Ciebie.

Jeżeli roztargnienie ma skalę, to moja wskazówka wiruje

Gubiłem i zapominałem odkąd pamiętam.  Jako dziecko gubiłem kurtki, szaliki, czapki, tornistry, zeszyty, kredki – wymień a na pewno znalazło się na liście. Dzieci tak mają. Jednak gdy sięgnę do wspomnień znacznie świeższych sytuacja nie uległa większej zmianie. Zostawianie kluczy w drzwiach, otwarte drzwi i okna w samochodzie na osiedlach w których szyby samochodów pękały w rytmie techno. To tylko drobne grzeszki. Zostawienie laptopa na środku parkingu, iPhona na ławce w parku w dużym mieście, karty płatniczej na tacce w restauracji, zgubienie karty kredytowej na jednej z najbardziej ruchliwych ulic w centrum Londynu, torby z wszystkimi dokumentami w środku miasta czy kluczy – to wszystko miało miejsce wcale nie tak dawno temu.

Inna sprawa, że w zasadzie niczego nie zgubiłem na zawsze. Torby, czapki i szaliki wracały do mnie jak bumerang. Laptopa mi osobiście przyniesiono, iPhona oddał mi Pan w dresie (sic!), torba w dokumentami leżała zabezpieczona przez kogoś, samochodu nigdy mi nie ukradziono, a karta kredytowa zgubiona w centrum miasta znalazła się w 10 minut!

Między przeciwieństwami istnieje napięcie i dobrze wykorzystane jest niezwykle twórcze

Zawsze coś konstruowałem, tworzyłem albo wymyślałem.  Tworzenie rzeczy nowych, złożonych i nietypowych oprócz pomysłu wymaga dużego skupienia oraz doskonałej organizacji. Roztargnienie  bywa źródłem doskonałych anegdot, ale przy zadaniach wymagających organizacji jest więcej niż uciążliwe. Te dwa przeciwieństwa ścierały się we mnie burzliwie, zmuszając do podwójnie intensywnego myślenia, analizy i poszukiwania prawdziwych przyczyn zdażeń.  Budowana przez lata baza doświadczeń i przypadków, z czasem przekształciła się w zestaw dobrych praktyk.  Okazało się, że to co ja robię ma nazwę i zaczyna być cenną umiejętnością – chodzi o zarządzanie projektem.

 W moim przypadku wszystko jest projektem – w przeciwnym razie się nie uda. Planowanie weszło mi w krew. To co dla innych jest uciążliwym marnowaniem czasu, dla mnie jest naturalnym, szybkim procesem który w wyniku wielu lat treningu nie wymaga ode mnie dużego zaangażowania – po prostu się dzieje. Intuicyjnie wiem jak duży jest projekt i które działania objęte są większym ryzykiem, wiem jakie błędy w komunikacji są popełniane i większość z nich omijam.  Po latach nieświadomej pracy na projektach, dochodzenia do najlepszych praktyk samodzielnie metodą setek prób i błędów spowodowały, że pilnowanie statusu, przewidywanie problemów i zapobieganie im stały się mocno intuicyjne. Doskonale rozumiem błędy które popełniają członkowie mojego zespołu, bo sam zrobiłem ich tysiące, ale doświadczenie pomaga mi przewidzieć większość z nich i im zapobiec. W pewnym momencie żonglowanie portfelem projektów stało się formą zabawy i źródłem satysfakcji, a co za tym idzie przyjemności.

Roztargnienie i bałaganiarstwo to zasoby

Nie znaczy to jednak, że utraciłem bałaganiarską część swojej osobowości. O, co to to nie! Prowadzona na krótkiej smyczy i w kagańcu, wnosi do mojego życia zawodowego i prywatnych projektów ogromną wartość dodaną: innowacyjność, kreatywność oraz otwartość na najbardziej zaskakujące zmiany; natomiast po polu życia prywatnego hasa sobie swobodnie, co jednej strony bywa uciążliwe ale z drugiej nie pozwala mi zapomnieć czym dla mnie jest zarządzanie.

Urodzeni bałaganiarze, mogą sobie świetnie radzić w zarządzaniu projektami. W wielu aspektach o wiele lepiej niż ich z natury zorganizowani koledzy. Bałagan to chaos, chaos to wieczne niespodzianki i długie serie zaskoczeń. Dla bałaganiarzy to chleb powszedni i radzą sobie z tym doskonale. Tę umiejętność potrafią wnieść do projektu, który także ze swojej natury dąży do entropii. Niezależnie do tego jak trudna i skomplikowana jest sytuacja, bałaganiarze potrafią zachować zimną krew, a nawet czerpać z “opanowania niespodziewanego” sporo satysfakcji – o pogodzie ducha wnoszonym do zestresowanego zespołu, nie wspomnę.

Ciastko z musztardą czy wyjątkowy drink?

Roztargnienie i organizacja potrafią tworzyć zgrabny duet, a wartością dodaną z tego miksu jest innowacyjne podejście i otwartość na zmiany. Dlatego dzisiaj – gdy liczą się projekty innowacyjne, a hiper-dynamiczna rzeczywistość wprowadza ciągłe zmiany – zorganizowany&roztargniony, to cenny nabytek do zespołu.